niedziela, 28 lipca 2013

Rozdział 30

***z perspektywy Sylwii***

Po pół godziny kłótni , rodzice w końcu się ogarnęli. Tata potrzebował pieniędzy na spłatę długu w kasynie.

-Ile ? - spytała mama.

-50 tys. złotych..

-Co?! - krzyknęłyśmy z mamą- Ty jesteś nienormalny!- powiedziała mama- I Ty chcesz żebyśmy Ci tyle dały? Ciekawe skąd?! A co jeśli nie zapłacisz?

-Zabiją mnie.. -zatkało mnie. W co on się wpakował ?!

-Boże.. I co my teraz zrobimy? Przecież nie mamy takich pieniędzy? ...

***z perspektywy Marry***

Po tej całej akcji z Elką , Carrot cały czas siedzi w pokoju. Wpuszcza tylko Louisa. Jest wieczór.19 . Postanowiłam spróbować z nią pogadać.

-Carrot? - powiedziałam pukając

-...- odpowiedziała mi cisza. Nacisnęłam na klamkę i weszłam. W pokoju było zgaszone światło. Nic nie widziałam. Podeszłam do łóżka , ale nikogo w nim nie było. Drzwi na balkon były otwarte , stała na nim Carrot, opierając sie o barierkę.

-Ty palisz ?!- krzyknęłam kiedy zobaczyłam ją zaciągającą się .

-To nie papieros.

-Co? .. - spytałam z niedowierzaniem

-To joint- powiedziała i spojrzała na mnie. Miała czerwone oczy i widać było , że jest naćpana.

-Co Ty robisz ?! - wyrwałam jej skręta i wywaliłam za barierkę- Jesteś niepoważna! - wzięłam ją za rękę i sprowadziłam po schodach. 

-Carrot! - krzyknęli szczęśliwi , że wyszła z pokoju.

-Nie cieszcie się tak. Ona jest naćpana - powiedziałam

-Co?!- podbiegł do nas Louis i spojrzał w oczy Carrot, a ona zachichotała i wtuliła sie w niego.

-A wiesz , że Cie kocham ? - powiedziała roześmiana Carrot do Louisa.

-Tak , tak on Ciebie też . Louis chodź z nią . Ona musi się napić - powiedziałam , a Louis wziął Carrot na ręce i poszliśmy do kuchni.

-Skarbie, jesteś głodna? - Louie powiedział do Carrot , która siedziała mu na kolanach.

-Bardzo

Po minutach 15 nie było juz połowy lodówki. Po jointach sie chcę strasznie jeść .

-Louie idź zaprowadź ją do łazienki. Niech się wykąpie- powiedziałam.

***z perspektywy Louisa***

Trzymając Carrot za rękę poszliśmy na górę do łazienki w moim pokoju.

-Louis, a może chcesz spróbować? - powiedziała Carrot

-Carrot.. - spojrzałem na nią srogo.

-No tylko raz . Dla mnie - uśmiechnęła się.

-Carrot!

-Dla mnie!

-Macha. Tylko jednego macha. Dla Ciebie ;* - po moich słowach Carrot podbiegła do łóżka i wyciągnęła spod niego metalowe pudełko po ciastkach. Wyciągnęła jednego skręta i mi podała . Zapaliłem i zaciągnąłem się. 

-I jak kochanie? - popatrzyła się na mnie śliczna Carrot ^^

-Ale jazda - zakręciło mi się przyjemnie w głowie . Carrot podeszła do mnie i złączyła nasze usta w namiętnym pocałunku.

-Okey, wskakuj do wanny - powiedziałem stanowczo

-No ale... -  wodziła swoimi paluszkami po moim torsie.

-Carrot! Do wanny! Raz , raz , raz ! - zaczęliśmy się smiać.

***z perspektywy Sylwii***

Rodzice się żrą . Siedzę przed klatką taty . Nagle zaczął do mnie dzwonić telefon. Niall.

-Halo?

-Cześć skarbie , jak tam ? -spytał Niall

-Masakra - rozpłakałam się.

-Co się stało ? - powiedział ze współczuciem w głosie.

-Ojciec przegrał 50 tys złotych ..

_______________________________________________________________________
Hejka Pysiaki <3
Wróciłam już od babci ;)
Oto rozdział tam napisany ;33
sory ze dodaje o 3:36 ale moj idol mial live'a xdd
Kocham Was <3 Dobranoc
/Carrot

środa, 17 lipca 2013

Rozdział 29

***z perspektywy Sylwii***

-O Sylwia. Wejdź proszę! - powiedział tata. 

Szybko weszłam na górę i zapukałam do drzwi. Otworzył mi ten sam staruszek jakiego znałam przed wyjazdem do Londynu. Od tamtej pory się z nim nie widziałam. Nienawidziłam go przez cały czas , bo obwiniałam go o śmierć mojej siostry . To on zdradził mamę z jakąś lafiryndą i to przez niego mała się zabiła.. Nadal go nienawidzę . Za to co nam zrobił .. Nie pokazywałam moich uczuć do niego w tym momencie. Zobaczyć go po tylu latach .. To było takie dziwne uczucie. Z jednej strony nadal nienawiść a z drugiej żal. Może do przez sytuację w jakiej się teraz znajduje . Nie wiem..

Weszliśmy do głębi mieszkania i usiedliśmy w małej kuchni. 

-Chcesz herbatę ? -spytał nagle

-Tak poproszę..-czułam się jakoś nieswojo w jego towarzystwie.

Potem znowu milczeliśmy.. Po kilku długich minutach on zaczął :

-Jak tam u Ciebie w Londynie ? I u matki ?

-Dobrze - odpowiedziałam krótko i cicho

-Aha..

Po chwili przyszła mama. I wtedy zaczęła się jakaś rozmowa. Choć nie można tego nazwać rozmową tylko bardziej kłótnią. Mama krzyczała , że czemu ojciec się wpakował w hazard , a on tłumaczył , że się załamał po rozstaniu z ta swoją babą . Po cholerę on nam robi problem skoro to ich sprawy. On zawsze robił sobie pod górkę i przy okazji nam ..

***z perspektywy Carrot***

Nagle zadzwonił dzwonek do drzwi. Niall poszedł otworzyć. Słyszałam jakiś znany mi głos.

-Idź stąd - Niall coś mruczał pod nosem do osoby za drzwiami.  Podeszłam do niego

-Eleanor?! Co Ty tu robisz ? Wypierdalaj stąd ! - krzyknęłam

-Oo! Ktoś tu się martwi o to , że zabiorę mu chłopaka i dlatego nie pozwala mi się koło niego kręcić . I tak mogę go mieć dla siebie kiedy chcę! Nawet nie wiesz jak jest super kiedy się kochamy!- rzuciłam się na nią z pięściami. 

-Spokojnie skarbie - powiedział  Louis , który kiedy usłyszał , że jest tu Elka podbiegł do nas i przycisnął mnie do siebie żebyśmy się nie biły - Wynoś się stąd.- powiedział stanowczo do niej

-Ale skarbie , mieliśmy się dzisiaj spotkać- powiedziała ta suka

-Co Ty bredzisz ?! Weź skończ ćpać, bo Ci to na złe wychodzi! - trzasnął drzwiami, ale mnie już tam nie było. Wbiegłam na górę do naszego pokoju i wyszłam na dość spory balkon. 

Zsunęłam się po ścianie i zaczęłam płakać. Nagle do pokoju wbiegł Louis

-Carrot !! Nie rób niczego głupiego!!- nawet wtedy o tym nie pomyślałam - Skarbie co ty tu robisz ? - spytał kiedy mnie znalazł. Wstałam , a on przytulił mnie mocno. Potem usiedliśmy razem na ziemi i zaczęliśmy gadać.

-Dlaczego jak się coś spieprzy to wszystko inne też musi ? - powiedziałam opierając się o jego ramie.

-Nieprawda. Nic się nie spieprzyło. Przepraszam , że ,musisz przez ta wariatkę znosić takie rzeczy. 

-To przecież nie Twoja wina.. 

-Ale jestem tu po to by się Tobą opiekować i Cię wpierać .
_______________________________________________________________________
Hejka!
Dzisiaj wyjeżdżam do babci i nie będzie mnie do następnej niedzieli (28.07.13)
Postaram się tam coś napisać , ale nie będę miała kompa więc wstawię dopiero jak wrócę :))
Zachęcam do komentowania <3 
pozdrawiam
/Carrot 

poniedziałek, 15 lipca 2013

Rozdział 28

KLIK <3 (najpiękniejsza piosenka na świecie. Po przeczytaniu rozdziału polecam gorąco posłuchać jeszcze raz i wsłuchać się w słowa <3)

***z perspektywy Nialla***

Jest 10 . Poszedłem do łazienki się ubrać i zszedłem na dół. Nikogo nie było . Byłem zupełnie sam .. Czułem się okropnie po naszej wczorajszej kłótni z Sylwią .. Poszedłem zobaczyć czy jest w którejś sypialni . Dziwne .. nigdzie jej nie było. Nagle usłyszałem , że ktoś przekręca klucz w drzwiach. 'To na pewno Sylwia'- pomyślałem. Zszedłem na dół . Okazało się , że to Carrot i Louie. Carrot była przyciśnięta do drzwi i całowała się z Louisem. Tym to dobrze ..

-Cześć - powiedziałem. Na moje słowo odkleili sie od siebie natychmiast a Carrot oblała się rumieńcem.

-Hej . Co tam ? Gdzie reszta ? - spytał Louis

-Nie wiem . 

-A gdzie Sylwia ? - spytała Carrot

-Musze Wam coś powiedzieć ..

***z perspektywy Marry***

Właśnie wracalismy z Harrym ze sklepu . Mielismy wchodzic do domu kiedy nagle Carrot z nich wybiegła .

-Boże Święty co się stało ?!- krzyknęłam 

-Sylwia wraca do Polski !!! Nie pytaj tylko jedz ze mna !! - Carrot wpadła do samochodu na miejsce kierowcy.

-Ale Ty nie masz prawa jazdy !! - krzyknęłam i wsiadłam za nią do auta . Weszli tam też Harry Louis i Niall. Carrot zignorowała moje słowa i ruszyła . Jechała ponad setką .

-Gdzie jedziesz? - spytał zmartwiony Niall.

-Do domu Sylwii . Trzymaj.- Carrot podała mi swój telefon - Dzwoń do niej 

***z perspektywy Sylwii***

Nagle usłyszałam dzwonek telefonu . Carrot.. Odbiorę .. Powiem jej ! 

-Halo

-Dzięki Bogu ! Sylwia gdzie jesteś ?!- usłyszałam głos Marry.

-W Polsce .. - wyciszyłam głos.

-CO !?!

-Musiałam.. mój tata ma problemy z .. hazardem - wyjąkałam płacząc.

-Aa.. ale jak to ? Kiedy wyjechałaś ? Po co tam jesteś ? Jesteś sama ?- oblała mnie pytaniami

-Musimy pomóc tacie . Przylecieliśmy około 13.. w sensie ja i moja mama. Ale teraz muszę kończyć za chwilę spotkam się z tatą . Zadzwonię potem , pa -rozłączyłam się .

Wcale nie musiałam kończyć gadać , ani nie spotkam się teraz z tatą.. po prostu wyjaśnię im to potem.

***z perspektywy Marry***

Usłyszałam tylko cichy sygnał w komórce oznaczający , że Sylwia się rozłączyła.

-I co ?-spytała Carrot.

-Ona jest w Polsce- zdążyłam tylko to powiedzieć a Carrot natychmiast zatrzymała auto.

-Co?.. -wyjąkał Niall 

-Sylwia.Jest.W.Polsce-powiedziałam głośno rozdzielając każde słowo- ale nie denerwujcie się. Ona tam jest żeby pomóc tacie.. Ma problemy z hazardem..

-To co teraz robimy ? -spytałam

-A masz jakiś inteligenty pomysł ?-powiedziała ironicznie Carrot - Jedziemy do domu.

Kiedy wróciliśmy do domu wszyscy usiedliśmy w salonie. Pomyślałam , że skoro Sylwia jest w Polsce to jest bezpieczna i nie musimy się przejmować. Pomoże ojcu i wróci do nas. Odeszłam od tych myśli i spędzałam miło czas w towarzystwie przyjaciół.

***z perspektywy Carrot***

Siedzimy w salonie. Nie wiem co mam myśleć .. Czy się cieszyć , że wiem gdzie jest Sylwia czy płakać , że jej nie ma w domu ? Najbardziej szkoda mi Niallera . On jest załamany. Kiedy na niego patrzę on ma błagalny wzrok . Tak jakby mówił : 'Pomóż mi ją odzyskać, przyprowadź ją do mnie'. 

-Gdzie idziesz, skarbie? - powiedział Louieh kiedy wstałam.

-Do kuchni . Chcecie coś ?

-Nie - odpowiedzieli chórem

-Ja chcę .. Sylwię .. - wydukał Niall

-Chodź Niall . Jak coś zjesz to Ci się polepszy- uśmiechnęłam się sztucznie, podeszłam do niego i złapałam go za rękę jak takiego małego chłopca .

-Ja nie wiem co mam robić .. - powiedział , gdy już inni nas nie słyszeli bo byliśmy w kuchni.

-Ja mam  tak samo. Braciszku- uśmiechnęłam się żeby rozluźnić atmosferę. Otworzyłam lodówkę bezczynnie się w nią wpatrując- Co jemy ?


-Może chipsy ? - uśmiechnął się łobuzersko

-A dupa rośnie .. - zażartowałam - Pewnie. Jeśli chcesz- uśmiechnęłam się do niego i sięgnęłam do szuflady po chipsy. Wsypałam je do miski.

Wróciliśmy do salonu i dalej oglądaliśmy telewizję.

***z perspektywy Sylwii***

Po rozmowie z Marry tak jakby się uspokoiłam. Już nie myślałam tak o kłótni z Niallem ani o tym co myśli reszta.

Właśnie byłam w drodze do taty . Mieszkał sam w małym mieszkaniu w centrum miasta. 

-Halo ? - zabrzmiał głos w domofonie.

-Cześć.. To ja tato, Sylwia.
______________________________________________________________________
Przepraszam ,że tyle mnie nie było ale korzystałam z wakacji xd :D
Mam nadzieję , że rozdział się podoba i trzyma w napięciu ;3
Piszcie w komciach co sądzicie o nutce <3
Pozdrawiam ;**
/Carrot











czwartek, 13 czerwca 2013

Rozdział 27

***z perspektywy Sylwii***

-Co?! Dlaczego ?!- krzyknął Niall- I mi o tym nie powiedziałaś ?!

-Przepraszam.. Ja tez dowiedziałam się przed chwilą

-Ale czemu? Co się stało ?

-Moja mam dzisiaj dzwoniła do mnie i powiedziała, że wracamy do Polski, bo mój tata ma jakieś problemy i musimy mu pomóc- zaczęłam płakać. Chciałam przytulic Nialla , ale odsunął się. Miał łzy w oczach. - Niall proszę..Zrozum mnie. To nie zależało ode mnie. 

-Nie chcę tego słuchać!

-Niall ! Błagam wysłuchaj mnie- trzasnął drzwiami od swojego pokoju. Nie wybaczy mi tego.. a skoro nawet on tego nie rozumie to nikt nie zrozumie..

***z perspektywy Carrot***

Siedzieliśmy z Louisem pod drzewem. Było cudownie. Już dawno tak się nie wyciszylismy. Byliśmy sami i tylko sami. Zero kłopotów, zmartwień.. ahh mogłabym tak zawsze. Louis powiedział , że powinniśmy już wracać.

-No ale Louieeeeh! Może pojedziemy dziś do hotelu ? Odpocznijmy z dala od domu. Chyba poradzą sobie bez nas jeden dzień ? - uśmiechnęłam się do niego wstając.

-No dobrze . To jedźmy.

Pojechaliśmy do pierwszego lepszego hotelu. Wykupiliśmy pokój z tarasem na samym dachu. Był tam basen. Wyszłam na taras i oparłam się o barierkę. Louis usiadł na ziemi po drugiej stronie basenu. Spojrzałam na niego. Zaczęłam powoli iść w jego stronę co jakiś czas dotykając stopą tafli wody. Usiadłam przed Louisem opierając się o niego. Objął mnie w pasie i podniósł.

-Louis,co Ty robisz ? 

-Popływamy ? - powiedział i wskoczył do wody.

Zaczęliśmy się śmiać. Staliśmy po pas w wodzie na przeciwko siebie. Louis podszedł do mnie i odgarnął ręką włosy z mojego policzka. Pocałował mnie i objął. Potem trochę się powygłupialiśmy w wodzie i wyszliśmy z niej. 

Następnego dnia miałam lekki katar z powodu mokrych ubrań , które miałam na sobie do momentu wyschnięcia. 

-Apsiuu!

-Na zdrowie. Co Ty tak kichasz ? Przeziębiłaś się ? -spytał Louie

-Niee. To tylko lekki katar - uśmiechnęłam się

Postanowiliśmy wracać już do domu.

***z perspektywy Sylwii***

Jest 10 . Właśnie siedzę na lotnisku z moją mamą. Tak lecimy do Polski. Postanowiłam wyjechać już teraz nie mówiąc o tym nikomu , bo by mnie zatrzymywali .. 

Od wczoraj nie rozmawiałam z Niallem. Tęsknie za nim ..bardzo .Wiem, że go skrzywdziłam .. Mam nadzieję, że mi wybaczy..
_______________________________________________________________________
Hejaa <3
Tak jak mówiłam, jest dzisiaj rozdział ;3
Trochę krótki , ale mam nadzieję , że się Wam podoba ;>>
Żebram o komciee ^^
/Carrot


środa, 12 czerwca 2013

Rozdział 26

KLIK <3

***z perspektywy Louisa***

Trzymałem Carrot mocno za rękę idąc z nią w stronę drzwi do szpitala. Wyciągnąłem rękę, aby otworzyć drzwi, gdy nagle Carrot przycisnęła mnie do ściany i zaczęła całować. Nie powiem miły obrót sprawy ^^. Kiedy się odkleiliśmy, przytuliłem ją mocno do siebie i szepnąłem: 'Kocham Cię. Dobrze , że jesteś'. Uśmiechnąłem się, pocałowałem ją w czoło,a ona wtuliła się we mnie i oparła głowę na moim ramieniu.

***z perspektywy Sylwii***

Postanowiliśmy wyjść do Louisa i Carrot. Widzieliśmy ich przez szklane drzwi wejściowe do szpitala. Wyglądali tak słodko wtuleni w siebie. Podeszliśmy do nich.

-Cześć gołąbeczki! - powiedziałam. Spojrzeli na nas nadal objęci.

-Wracamy do domu? - spytała Carrot

-Lekarz powiedział, że musisz zostać w szpitalu jeszcze jeden dzień- powiedział Liam

-Ale ja chcę z Wami jechać- wygięła usta w podkówkę.

-Pojedziesz z nami- pocałował ją Louie - Ja się tym zajmę - poszedł do środka szpitala

-Dobrze ,że nic Ci nie jest  - przytuliłam Carrot. Weszliśmy z powrotem do sali. Carrot położyła się do łóżka. Po chwili przyszedł lekarz z Louisem.

-Jak się Pani czuje? - spytał lekarz

-Bardzo dobrze!- powiedziała entuzjastycznie - Czy mogę dziś wrócić do domu? Proooooszęę!- uśmiechnęła się

-Skoro dobrze się czujesz to myślę,że nie ma przeszkód, ale pod jednym warunkiem. Ty masz się nią opiekować. Masz ją nosić na rękach,a jak coś będzie nie tak dowieść do szpitala. Jasne ?- lekarz wskazał na Louisa.

-On zawsze ja nosi na rękach, niech się Pan nie martwi!- powiedziała Marry chichocząc.

-Obiecuję się nią zająć - powiedział Louis i podał lekarzowi rękę.

***z perspektywy Carrot***

Spakowałam swoje rzeczy i poszłam z Louisem się wymeldować. Reszta czekała w samochodzie. Kiedy ja zapisywałam moje dane na karcie wypisu ze szpitala Louis spytał:

-Co się stało, że żyjesz? To cud. Przecież maszyny wskazywały, że Ty.. umarłaś .. - zamyślił się i opuścił głowę

-Byłam w śpiączce.. Maszyny były zepsute i źle pokazywały, a kiedy lekarze chcieli mnie ratować wybudziłam się. Zbieg okoliczności ,że akurat wtedy- przytuliłam go żeby się nie martwił - Louie ,skarbie. Nie martw się - kucnęłam przed nim - Popatrz na mnie..

Uniósł wzrok i spojrzał mi w oczy.

-Boję się ,że.. znowu sobie coś przeze mnie zrobisz ..- powiedział trzymając moje dłonie.

-Kocham Cię- powiedziałam . Pocałowałam go w usta.

-Ja Ciebie też. Chodźmy już do nich - uśmiechnął się i wziął mnie na ręce.

-Louis!! Co Ty robisz ?! Puszczaj!- śmiałam się.

-Lekarz kazał mi Cie nosić na rękach xd.

Wróciliśmy do domu. Louis powiedział żebym ubrała się jakoś ślicznie dla niego , bo gdzieś jedziemy. Założyłam tą nową sukienkę, a Louis ubrał koszulę i marynarkę. Czekał przy aucie. Opierał się o nie, a kiedy mnie zobaczył ,otworzył mi drzwi i gestem ręki zaprosił do środka. Jechaliśmy dość krótko. Zatrzymaliśmy się gdzieś. Louie kazał mi wysiąść nie otwierając oczu. Kiedy wysiadłam zawiązał mi oczy i trzymając mnie od tyłu za ręce prowadził do przodu. Czułam jego prześliczne perfumy. Trzymał głowę na moim ramieniu i co jakiś czas całował mnie w policzek lub po szyi ^^.

-Gdzie idziemy ? -spytałam uśmiechnięta.

-A ufasz mi ? - spytał

-Tak.

-To zaufaj , że nie musisz wiedzieć -zaśmiał się         

Po jakichś 4 minutach Louis rozwiązał mi oczy

-Tadaaam . 

Moim oczom ukazało się piękne wzgórze . Był zachód słońca ,więc efekt był niesamowity! Louis przygotował ogromny koc, talerze z jedzeniem oraz wino.

-Ty to wszystko przygotowałeś? -powiedziałam z łezką w oku ze wzruszenia.

-A co wątpisz we mnie? - zbliżył ręce do mojej twarzy, kciukami wytarł łzy i mnie pocałował.

***z perspektywy Louisa***

Złapałem ją za rękę i pociągnąłem za sobą na koc. Usiadłem po turecku, a Carrot na przeciwko mnie z nogami na bok. Wyglądała pięknie. Promienie słońca oświetlały jej twarz . Mrużyła oczy więc pożyczyłem jej moje okulary przeciwsłoneczne. Założyłem je jej , a ona uśmiechnęła się .

-Jak wyglądam ?- spytała śmiejąc się.

-Ślicznie jak zawsze - uśmiechnąłem się opierając na rekach z tyłu - O, przypomniało mi się! - sięgnąłem po mały bukiecik do wewnętrznej kieszeni marynarki . Kwiatki były lekko pogniecione - Przepraszam - powiedziałem próbując je wyprostować.

A MOŻE BY TAK JESZCZE RAZ KLIK <3 XD

-Zostaw! Są śliczne - wzięła bukiecik i pocałowała mnie w policzek. Jedliśmy kurczaka i popijaliśmy winem czerwonym. Potem patrzeliśmy na gwiazdy. Ja opierałem się o drzewo ,a Carrot o moje ramię. Rozmawialiśmy i jedliśmy winogrona. Było fantastycznie. W końcu mogliśmy posiedzieć razem, sami,porozmawiać na każdy temat. Może coś wyjaśnić.

***z perspektywy Nialla***

Siedzieliśmy z Sylwią na kanapie i oglądaliśmy jakiś serial. Nie przywiązałem jakoś do niego wzroku . Sylwia była zakłopotana. Chciała mi coś powiedzieć , ale chyba się bała.

-Sylwia , co jest ?

-No , bo Niall ja chyba się przeprowadzam z powrotem do Polski ..
_______________________________________________________________________
Hejka!
Witam po przerwie :D
W końcu dodałam rozdział .. TAK !!
Jutro postaram się dodać drugi ,ale nie na 100%
Ogólnie teraz chyba będę dodawać trochę częściej rozdziały,bo oceny już prawie wystawione więc i tak już nic nie poprawię xd ;D
Do zobaczenia ;>>
/Carrot


poniedziałek, 20 maja 2013

Rozdział 25

KLIK <3

***z perspektywy Louisa***

Siedzieliśmy tam całą noc czekając na jakieś wieści od lekarza .. Nic nam nie powiedział .. Około 3 wszyscy poszli spać . Nie dziwie im się .. Ja nie mogłem spać , coś mi nie pozwalało ..
Siedziałem z nią  całą noc. Potem około 10 rano przysnąłem na chwilę . Kiedy się obudziłem przyszedł lekarz.

-Witam! Mam wyniki badań Martyny. Są małe problemy,ale to serce. A jak państwo wiecie jej serce jest słabe i może dlatego takie wyniki. Nie ma powodów do obaw. Teraz trzeba tylko się modlić o wybudzenie ze śpiączki- uśmiechnął się i poszedł. 

Zrobiło mi się cieplej na sercu, ale fakt, że jest w śpiączce mnie trochę martwił. 

***z perspektywy Sylwii***

Wiadomość od lekarza bardzo mnie ucieszyła. Postanowiliśmy więc wrócić do domu.

-Nie, ja nie jadę- powiedział Louie.

-Louis! Musisz odpocząć. Nie spałeś w nocy- powiedziałam.

-No to co. Przecież mogę się tu przespać.

-Okeey.. Niech ci będzie. Przywieziemy Ci wszystkie potrzebne rzeczy.

Około 11 pojechaliśmy do domu.

*** z perspektywy Louisa***

Kiedy reszta wyszła usiadłem ponownie na krawędź łóżka Carrot.

-Heej.. Słyszałaś? Lekarz powiedział, że wszystko z Tobą okey! Nawet nie wiesz jak się cieszę!- złapałem ją za rękę- Kocham Cię <3- pocałowałem jej zimne usta .Poszedłem do szpitalnej stołówki . Chciałem wziąć sobie coś na śniadanie. Zrobiłem sobie grzanki posmarowałem dżemem , zrobiłem kakao i wracałem z powrotem . Kiedy wszedłem do sali prawie , że upuściłem tace z jedzeniem . Usłyszałem długi głośny pisk co oznaczało , że Carrot ..

***z perspektywy Sylwii***

Właśnie dotarliśmy do domu , gdy zadzwonił Louis .

Ja: Halo ?

L: Carrot umiera !! Przyjedźcie szybko !!

Ja: Ale jak to przecież było okey ?!

L: Ruszcie się !! 

Rozłączył się .. a ja nie wiedziałam co robić . Stałam w bezruchu, a reszta wychodziła z samochodu . 

-Ej co jest ? Czemu tak stoisz ? - Marry

-Louis .. Carrot .. ona .. 

-Co się stało skarbie ? -Niall

-Louis dzwonił ze szpitala , że Carrot umiera !!!! - rozpłakałam się i przytuliłam mocno Nialla.

Czym prędzej wróciliśmy do auta i pojechaliśmy do szpitala.

***z perspektywy Louisa***

Zadzwoniłem do Sylwii , wykrzyczałem jej co się dzieje , rzuciłem telefon na kanapę i podbiegłem do łóżka Carrot.

-Carrot !!!! Nie umieraj !!!! Ja Cię kocham !!!! Nie zostawiaj mnie !!!! - dławiłem się łzami i krzyczałem. 

Lekarz chyba usłyszał mój krzyk i przybiegł.

-Proszę wyjść i zawołać pielęgniarkę ! - powiedział .

-Carrot trzymaj się ! Ja zaraz wrócę ! - pobiegłem po pielęgniarkę i wróciłem pędem pod salę.

Nie wiedziałem co robić .. Lekarze zaczęli przywrócić akcję serca po pięciu minutach przyjechała reszta.

-Boże , Louis co się stało ?! - Niall

-Wyszedłem na chwilę po śniadanie , a kiedy wróciłem ... ten okropny pisk .. nie wiedziałem co zrobić ... to moja wina ..-wybiegłem ze szpitala i usiadłem na zewnątrz szpitala pod drzewem. Zamknąłem oczy i myślałem .. o wszystkim .. o niej ..

***z perspektywy Marry***

Siedzieliśmy pod salą bardzo zdenerwowani . Nagle wyszli wszyscy lekarze i pielęgniarki . Mruczeli pod nosami coś w stylu : Jak to się mogło stać ? Przecież to nie możliwe ?' Obawiałam się najgorszego .

-Co z nią ?-spytał Niall

-Z nią dobrze .. - powiedział ordynator

-Ale jak ?! Przecież mogła umrzeć !!- zaczęła krzyczeć Sylwia

-Okazało się , że z nią było wszystko dobrze .. to sprzęt się zepsuł i źle działał .. Przepraszamy za kłopot - powiedział lekarz

-Czy Was porąbało?! Wy myślicie , że taki ' żarcik ' to nam się podobał ? Myśleliśmy , że ona umrze , a Wy potraficie tylko powiedzieć przepraszam ?!

Nagle z sali wyszła osłabiona Carrot.

-Boże , kochana jak my się martwiliśmy o Ciebie !!! - przytuliłam ją.

-Gdzie jest Louie ? - uśmiechnęła się .

-Wyszedł chyba na zewnątrz - powiedziałam , a ona wyszła za nim . Jakie szczęście , że nic jej nie jest.

***z perspektywy Louisa***

Siedziałem i płakałem .. Nie wiedziałem co robić .

-I co się mażesz ? - odwróciłem się w stronę głosu dochodził zza drzewa . Drzewo było ogromne więc wstałem i obszedłem na drugą stronę. 

-Carrot !! - przytuliłem ją i obróciłem wokół siebie 

-Kocham Cię - pocałowała mnie namiętnie złapała mocno za rękę i wróciliśmy do szpitala.

_______________________________________________________________________
Hejka Pysiaki!
Sorry za tak długą , długą , długą przerwę , ale chyba rozumiecie .. 
koniec roku , poprawianie sprawdzianów i wgl.
Mam nadzieje ze rozdzial sie podoba a jesli tak to zostawcie po sobie slad w postaci komcia ;*
/Marchewa

wtorek, 2 kwietnia 2013

Rozdział 24


*z perspektywy Louisa*

-Jak mogłem tego nie zauważyć ! Przecież inaczej się zachowywała .. Mogliśmy zabrać ja wtedy do tego lekarza . To moja wina ! - płakałem

-Nieprawda ! To nie Twoja wina ! Louis ogarnij się !! Jak będziesz się użalał nad sobą nic nie wskórasz ! Powinieneś się teraz modlić za nią i być przy niej ! - krzyczała na mnie Sylwia . Wstałem i podszedłem do niej .

-A Ty myślisz , że mnie jest łatwo ?! Ja mogę stracić najważniejszą osobę w moim życiu , a Ty mi kurwa rady dajesz ?! Ty też nic z tym nie robisz !

-Przestańcie się kłócić !!! Carrot jest w szpitalu i nas potrzebuje !! Więc nie kłóćcie się proszę .. - płakała Marry.

Po dwóch godzinach lekarze pozwolili nam wejść do sali . Od razu podbiegłem do Carrot. 

-Carrot skarbie , obudź się .. Proszę ..- trzymałem ją za rękę- Ona nie może umrzeć..

*z perspektywy Sylwii*

Teraz kiedy widziałam Carrot w śpiączce kompletnie się załamałam .. Zawsze się śmiała i zabawiała wszystkich , a teraz leży w bezruchu, nic nie mówi i ma zamknięte 
oczy . Właśnie przyszedł lekarz . 

-Zapanowaliśmy nad sytuacją , ale jej stan nie jest stabilny . Potrzeba jej kroplówki i codziennej opieki.- powiedział

-A czy ona .. No .. -jąkałem się bo nie chciało mi to przejść przez gardło..

-On chciał spytać czy ona będzie żyć ?- powiedział Niall

-Na razie nic nie wiadomo .. Ale trzeba być dobrej myśli - uśmiechnął się , ale nie przyniosło mi to otuchy.

<Zanim Louis, Sylwia i Niall znaleźli Carrot>

*z perspektywy Carrot*

Płakałam… i wsłuchiwałam się w muzykę moich słuchawkach…

Chciałam z sobą skończyć , ale nie żyletkami . Pobiegłam powrotem do domu i wzięłam z apteczki tabletki nasenne. Wróciłam do lasku i wzięłam chyba z 10 tabletek. Zasnęłam ..

Usłyszałam nawoływanie mojego imienia. Otworzyłam oczy i dostrzegłam ,że ktoś mnie przytula..

<teraz w szpitalu>

*z perspektywy Louisa*

Siedzieliśmy z nią i każdy po kolei mówił do niej to co chciał , bo lekarz powiedział ,że ona nas słyszy tylko jest w śpiączce.

Za głową Carrot było okno . Akurat świeciło piękne słońce. Jej twarz mimo tego , że była blada w tym świetle błyszczała się .. Od czasu do czasu wydawało mi się nawet , że lekko się uśmiecha , ale to tylko wyobraźnia..