*z perspektywy Louisa*
-Jak mogłem tego nie zauważyć ! Przecież inaczej się zachowywała .. Mogliśmy zabrać ja wtedy do tego lekarza . To moja wina ! - płakałem
-Nieprawda ! To nie Twoja wina ! Louis ogarnij się !! Jak będziesz się użalał nad sobą nic nie wskórasz ! Powinieneś się teraz modlić za nią i być przy niej ! - krzyczała na mnie Sylwia . Wstałem i podszedłem do niej .
-A Ty myślisz , że mnie jest łatwo ?! Ja mogę stracić najważniejszą osobę w moim życiu , a Ty mi kurwa rady dajesz ?! Ty też nic z tym nie robisz !
-Przestańcie się kłócić !!! Carrot jest w szpitalu i nas potrzebuje !! Więc nie kłóćcie się proszę .. - płakała Marry.
Po dwóch godzinach lekarze pozwolili nam wejść do sali . Od razu podbiegłem do Carrot.
-Carrot skarbie , obudź się .. Proszę ..- trzymałem ją za rękę- Ona nie może umrzeć..
*z perspektywy Sylwii*
Teraz kiedy widziałam Carrot w śpiączce kompletnie się załamałam .. Zawsze się śmiała i zabawiała wszystkich , a teraz leży w bezruchu, nic nie mówi i ma zamknięte
oczy . Właśnie przyszedł lekarz .
-Zapanowaliśmy nad sytuacją , ale jej stan nie jest stabilny . Potrzeba jej kroplówki i codziennej opieki.- powiedział
-A czy ona .. No .. -jąkałem się bo nie chciało mi to przejść przez gardło..
-On chciał spytać czy ona będzie żyć ?- powiedział Niall
-Na razie nic nie wiadomo .. Ale trzeba być dobrej myśli - uśmiechnął się , ale nie przyniosło mi to otuchy.
<Zanim Louis, Sylwia i Niall znaleźli Carrot>
*z perspektywy Carrot*
Płakałam… i wsłuchiwałam się w muzykę moich słuchawkach…
Chciałam z sobą skończyć , ale nie żyletkami . Pobiegłam powrotem do domu i wzięłam z apteczki tabletki nasenne. Wróciłam do lasku i wzięłam chyba z 10 tabletek. Zasnęłam ..
Usłyszałam nawoływanie mojego imienia. Otworzyłam oczy i dostrzegłam ,że ktoś mnie przytula..
<teraz w szpitalu>
*z perspektywy Louisa*
Siedzieliśmy z nią i każdy po kolei mówił do niej to co chciał , bo lekarz powiedział ,że ona nas słyszy tylko jest w śpiączce.
Za głową Carrot było okno . Akurat świeciło piękne słońce. Jej twarz mimo tego , że była blada w tym świetle błyszczała się .. Od czasu do czasu wydawało mi się nawet , że lekko się uśmiecha , ale to tylko wyobraźnia..
***z pespektywy Carrot***
Jest 17.00 . Stwierdziliśmy ,że zrobimy imprezę lecz taką mniejszą. Coś jak taki wieczór w gronie znajomych . Zaprosiliśmy Danielle , Josha , Perrie i całe Little Mix . Oczywiście każdy mógł jeszcze kogoś zaprosić . Miałam pewne obawy żeby Elka jakimś cudem znowu nie dowiedziała się o naszej imprezie , ale ufałam Louisowi ,że wszystko będzie okey .
*** z perspektywy Marry***
Była 17. Liam obdzwonił już wszystkich , że na 19 wszyscy zaproszeni mają już być .Zaczęliśmy przygotowania .Louis i Carrot mieli pojechać po jedzenie i 'picie' xd
***z perspektywy Carrot***
Ubraliśmy buty wzięliśmy kasę i pojechaliśmy do Tesco . Po 10 minutach drogi byliśmy już w środku.
-To co , gdzie idziemy ?-spytalam
-Alkochoooool :3 - powiedział Louie i złapał mnie za rękę . Spiorunowałam go wzrokiem.
-No to chipsy ? xdd - spytał . Pokiwałam twierdząco głową i poszliśmy ;))
***z perspektywy Marry***
-Jak myslisz co jest Carrot ?- spytala Sylwia ukladajac ze mna talerze .
-Co masz na mysli ?
-No bo wczoraj jak wrocilismy to byla jakas taka .. inna. Mowila , ze glowa ja boli i wgl .
-Mowila ze to przez cisnienie .
-Naprawde w to wierzysz ?- Sylwia podniosla brwi.
-...w sumie to rzeczywiscie jest jakas inna... - przyznalam.
-Moze pogadamy z nia jak wroci ?
-Okey- powiedzialam.
***z perspektywy Louisa***
Wrocilismy do domu z zakupami. Wszystko bylo juz gotowe. Wystarczylo tylko przesypac chipsy, paluszki itp. Po 19 zaczeli sie zbierac pierwsi goscie. Impreza byla udana .. Wszyscy sie upili .. XD Kiedy goscie juz wyszli poszedlem na gore do mojego pokoju gdzie byla Carrot . Lezala na lozku i spala. Wszedlem do lazienki i wzialem prysznic. Kiedy wyszedlem polozylem sie kolo Carrot . Przytulilem ja.
-Carrot ,. Impreza się udała , hmm ?? -spytałem . Czekam chwilę , a Carrot nie odpowiada . Leżała na boku , więc odwróciłem ją w moją stronę .Nie reagowała . Zawołałem ją jeszcze raz. Żadnej reakcji. Pobiegłem po Sylwię , bo miała najbliżej sypialnię .
-Sylwia !!
-Co się drzesz !!? Ja tu próbuje spać !
-Carrot chyba zemdlała! - krzyczałem . Wszyscy się obudzili i pobiegliśmy do Carrot.
-Carrot kochana wstajemy ! - powiedziała Sylwia klepiąc Carrot po policzku - Kurwa , mówiłam , że z nią coś nie tak !!
Zadzwoniłem po karetkę , bo nie mogliśmy jej obudzić . Sanitariusze szybko przyjechali i zawieźli do szpitala .
Czekaliśmy pod salą . Nikt nie powiedział nam co jej jest . Cholernie się martwimy , no bo przedtem ta akcja z próbą samobójstwa i w ogóle . Po 30 minutach wyszedł lekarz .
-I co z nią ?! - podbiegłem do niego.
-Czy pacjentka spożywała niedawno alkohol ? - spytał lekarz , a my spojrzeliśmy się na niego głupio .
-Tak ,a co to ma do rzeczy ? - Sylwia podeszła do nas.
-Wasza koleżanka prawdopodobnie przedawkowała tabletki nasenne … i popiła je alkoholem.. -powiedział lekarz , a ja aż usiadłem na krzesło - Czy miała kiedyś próby samobójcze ?
-Tak .. Niedawno .. Ale ..- Sylwia
-To dlaczego nie przyjechaliście z nią tu od razu !? - krzyczał na nas lekarz - Ona może umrzeć przez was .
*z perspektywy Sylwii*
Złapałam tego gościa za fartuch i zaczęłam krzyczeć :
-To kurwa co ty teraz robisz ?! Idź i ją ratuj !!! To najważniejsza osoba w naszym życiu , więc rusz dupę i rób co twojej mocy !!! Jesteś w końcu lekarzem do cholery !!!
Facet się chyba przestraszył , bo zbladł i pobiegł do sali . Popatrzałam na resztę , ale w oczy rzucił mi się Louis . Podeszłam do niego .
-Louieh , spokojnie ona żyje i nie umrze bo Cię kocha, rozumiesz ? -przytuliłam go .
Płakał i był rozdarty . Co mu się dziwić ? Przecież właśnie dowiedział się , że najważniejsza osoba w jego życiu może umrzeć . Też zaczęłam płakać ..