***tydzień później z perspektywy Sylwi***
Minął już tydzień odkąd Carrot jest w szpitalu ... Cały czas siedzimy przy niej ,a ona jest w śpiączce ... Po operacji okazało się , że się nie wybudziła... Nie wiemy co mamy robić .. Louis się załamał ..Z nikim nie rozmawia .. nawet z Harrym ... Wszyscy próbowali mu wmówić, że wszystko jest dobrze i , że nie ma się czym martwić , ale on twierdził ''Jeśli Martynie się coś stanie ... to ja ..ja się zabiję ....'' Nie wiemy co mamy sobie o tym myśleć ... Czy on żartuje ? ..
***z perspektywy Marry***
-Nie boję się śmierci !! Mogę skoczyć !! Nie muszę się bać !! Nie mam dla kogo żyć !! - krzyczałam przez łzy do Boga stojąc na moście ..
Marchewa się nie wybudziła ! To wszystko wina Boga ! Dlaczego nie może jej oddać ?! Co ona mu takiego zrobiła.. Ma tutaj na ziemi ludzi którzy ją kochają ..Lekarze twierdzą , że nie ma szans , aby się wybudziła , bo ma problem z sercem ... Nigdy nie mówiła mi o tym .. Podczas operacji jej serce biło normalnie , ale po .... Nie może się wybudzić ! To co teraz czuje w sercu to najgorsze co może być ... Totalne rozdarcie .. Pustka ... smutek ... Nagle usłyszałam dzwonek telefonu ...
- Halo ... -powiedziałam prawie niesłyszalnie
-Marry , gdzie jesteś skarbie ? - spytał Harry
-Kocham Was ..
-Marry ..Zaczekaj ! Gdzie jesteś ?! Co się stało ?! - krzyczał
Rozłączyłam się ... Rzuciłam telefon na jezdnie za mną .. Kocham go ... Harrego .. ich wszystkich ... dlaczego Bóg pozwolił nam przeżyć ze sobą tylko kilka dni .. Tak bardzo się do siebie zbliżyliśmy ...a on już nas dzieli ...
***z pespektywy Marchewy***
Obudziłam się w szptalnej sali ... Na początku oślepiło mnie jasne , białe światło .. Po chwili ujrzałam moich przyjaciół siedzących wokół mojego łóżka szpitalnego .. płakali ... Chciałam ich przytulić i powiedzieć , że nic się nie stało .... więc przeniosłam się do pozycji siedzącej i rzuciłam się na Sylwię , ale ... co się stało ? Ona nie reaguje .. Tak jakbym była niewidzialna .. Spojrzałam na Nialla .. zawołałam go a mój głos zmienił się w nieprzyjemne echo .. Co jest do cholery ?! Nagle zauważyłam kogoś na korytarzu to ..... Louis ! Podbiegłam do niego i się w niego wtuliłam . O dziwo odwzajemnił uścisk i mnie pocałował ..
-Kocham Cię Louis .. - spojrzałam na niego
-Ja Ciebie też ..juz od dawna miałem Ci to powiedzieć .. ale muszę Ci coś pokazać ...
________________________________________________________________________
....
;' ) /Marchewa
