***z perspektywy Louisa***
Siedzieliśmy tam całą noc czekając na jakieś wieści od lekarza .. Nic nam nie powiedział .. Około 3 wszyscy poszli spać . Nie dziwie im się .. Ja nie mogłem spać , coś mi nie pozwalało ..
Siedziałem z nią całą noc. Potem około 10 rano przysnąłem na chwilę . Kiedy się obudziłem przyszedł lekarz.
-Witam! Mam wyniki badań Martyny. Są małe problemy,ale to serce. A jak państwo wiecie jej serce jest słabe i może dlatego takie wyniki. Nie ma powodów do obaw. Teraz trzeba tylko się modlić o wybudzenie ze śpiączki- uśmiechnął się i poszedł.
Zrobiło mi się cieplej na sercu, ale fakt, że jest w śpiączce mnie trochę martwił.
***z perspektywy Sylwii***
Wiadomość od lekarza bardzo mnie ucieszyła. Postanowiliśmy więc wrócić do domu.
-Nie, ja nie jadę- powiedział Louie.
-Louis! Musisz odpocząć. Nie spałeś w nocy- powiedziałam.
-No to co. Przecież mogę się tu przespać.
-Okeey.. Niech ci będzie. Przywieziemy Ci wszystkie potrzebne rzeczy.
Około 11 pojechaliśmy do domu.
*** z perspektywy Louisa***
Kiedy reszta wyszła usiadłem ponownie na krawędź łóżka Carrot.
-Heej.. Słyszałaś? Lekarz powiedział, że wszystko z Tobą okey! Nawet nie wiesz jak się cieszę!- złapałem ją za rękę- Kocham Cię <3- pocałowałem jej zimne usta .Poszedłem do szpitalnej stołówki . Chciałem wziąć sobie coś na śniadanie. Zrobiłem sobie grzanki posmarowałem dżemem , zrobiłem kakao i wracałem z powrotem . Kiedy wszedłem do sali prawie , że upuściłem tace z jedzeniem . Usłyszałem długi głośny pisk co oznaczało , że Carrot ..
***z perspektywy Sylwii***
Właśnie dotarliśmy do domu , gdy zadzwonił Louis .
Ja: Halo ?
L: Carrot umiera !! Przyjedźcie szybko !!
Ja: Ale jak to przecież było okey ?!
L: Ruszcie się !!
Rozłączył się .. a ja nie wiedziałam co robić . Stałam w bezruchu, a reszta wychodziła z samochodu .
-Ej co jest ? Czemu tak stoisz ? - Marry
-Louis .. Carrot .. ona ..
-Co się stało skarbie ? -Niall
-Louis dzwonił ze szpitala , że Carrot umiera !!!! - rozpłakałam się i przytuliłam mocno Nialla.
Czym prędzej wróciliśmy do auta i pojechaliśmy do szpitala.
***z perspektywy Louisa***
Zadzwoniłem do Sylwii , wykrzyczałem jej co się dzieje , rzuciłem telefon na kanapę i podbiegłem do łóżka Carrot.
-Carrot !!!! Nie umieraj !!!! Ja Cię kocham !!!! Nie zostawiaj mnie !!!! - dławiłem się łzami i krzyczałem.
Lekarz chyba usłyszał mój krzyk i przybiegł.
-Proszę wyjść i zawołać pielęgniarkę ! - powiedział .
-Carrot trzymaj się ! Ja zaraz wrócę ! - pobiegłem po pielęgniarkę i wróciłem pędem pod salę.
Nie wiedziałem co robić .. Lekarze zaczęli przywrócić akcję serca po pięciu minutach przyjechała reszta.
-Boże , Louis co się stało ?! - Niall
-Wyszedłem na chwilę po śniadanie , a kiedy wróciłem ... ten okropny pisk .. nie wiedziałem co zrobić ... to moja wina ..-wybiegłem ze szpitala i usiadłem na zewnątrz szpitala pod drzewem. Zamknąłem oczy i myślałem .. o wszystkim .. o niej ..
***z perspektywy Marry***
Siedzieliśmy pod salą bardzo zdenerwowani . Nagle wyszli wszyscy lekarze i pielęgniarki . Mruczeli pod nosami coś w stylu : Jak to się mogło stać ? Przecież to nie możliwe ?' Obawiałam się najgorszego .
-Co z nią ?-spytał Niall
-Z nią dobrze .. - powiedział ordynator
-Ale jak ?! Przecież mogła umrzeć !!- zaczęła krzyczeć Sylwia
-Okazało się , że z nią było wszystko dobrze .. to sprzęt się zepsuł i źle działał .. Przepraszamy za kłopot - powiedział lekarz
-Czy Was porąbało?! Wy myślicie , że taki ' żarcik ' to nam się podobał ? Myśleliśmy , że ona umrze , a Wy potraficie tylko powiedzieć przepraszam ?!
Nagle z sali wyszła osłabiona Carrot.
-Boże , kochana jak my się martwiliśmy o Ciebie !!! - przytuliłam ją.
-Gdzie jest Louie ? - uśmiechnęła się .
-Wyszedł chyba na zewnątrz - powiedziałam , a ona wyszła za nim . Jakie szczęście , że nic jej nie jest.
***z perspektywy Louisa***
Siedziałem i płakałem .. Nie wiedziałem co robić .
-I co się mażesz ? - odwróciłem się w stronę głosu dochodził zza drzewa . Drzewo było ogromne więc wstałem i obszedłem na drugą stronę.
-Carrot !! - przytuliłem ją i obróciłem wokół siebie
-Kocham Cię - pocałowała mnie namiętnie złapała mocno za rękę i wróciliśmy do szpitala.
_______________________________________________________________________
Hejka Pysiaki!
Sorry za tak długą , długą , długą przerwę , ale chyba rozumiecie ..
koniec roku , poprawianie sprawdzianów i wgl.
Mam nadzieje ze rozdzial sie podoba a jesli tak to zostawcie po sobie slad w postaci komcia ;*
/Marchewa
Takie tam, przywracają ci akcje serca a po chwili jakby nigdy nic idziesz sobie do Louisa na dwór xdd zawsze spoko ^^
OdpowiedzUsuńCzemu mi nie powiedziałaś, że dodałaś rozdziała i dowiaduję się dopiero teraz? W dodatku przez przypadek! Foch z przytupem! XDD
OdpowiedzUsuń