Poszłam z Louisem .. Wyprowadził mnie ze szpitala .. Poszliśmy do parku .. Zawiązał mi oczy i kazał iść przed siebie .. Po kilku sekundach zdjęłam chustkę z oczu i rozejrzałam się dookoła . Stałam na moście , ale Louisa nigdzie nie było .. Nie byłam sama .. Stała tam jakaś dziewczyna i chciała ..
-Marry !!! - krzyknęłam kiedy zobaczyłam przyjaciółkę na moście za poręczą . Biegłam do niej i kiedy byłam już na wyciągnięcie ręki ... Obudziłam się znowu w szpitalu .
-Carrot !! - krzyknęli wszyscy kiedy otworzyłam oczy . To było dziwne przecież byłam na moście. Louisa nie było przy mnie kiedy otworzyłam oczy .
-Gdzie jest Marry ?! - popatrzeli na mnie jak na idiotkę kiedy wybiegłam ze szpitala . Pobiegłam na most .
-Marry !!! Nie rób tego !! - spojrzała na mnie i wychyliła się jeszcze bardziej .
***z perspektywy Louisa (kiedy Carrot się obudziła) ***
Siedziałem w domu odkąd Martynka jest w szpitalu .. Siedzę w domu , nic nie jem , piję wodę , ale w małych ilościach , nikogo nie wpuszczałem do swojego pokoju , z nikim nie rozmawiałem. Było to bez sensu kiedy nie było przy mnie ... jej ..
-Nie kurwa ! Ja tak nie mogę żyć !!
Wyszedłem z domu z telefonem i z .. żyletkami .. tak zrobię to .. nie widzę sensu mojego życia . Kocham ją i nawet nie zdążyłem jej tego powiedzieć ... Zadam sobie taki sam ból jak ona .. Cierpiała , więc ja też mogę .. To mi już obojętnę ...
Kiedy już doszedłem do .. no właśnie .. poszedłem do lasku koło mojego domu .. do miejsca gdzie zawsze siedzę kiedy jest mi źle ... wszedłem na drzewo na , którym zazwyczaj przesiaduję i przemyślałem całe moje życie .. płakałem .. rzadko mi się to zdarza ... prawie nigdy ... Na tym drzewie tydzień temu wyciąłem jej inicjały ... patrzałem na nie , a moje łzy opadały na kawałek poskrobanej gałęzi ... wypisywałem na nim .. wszystko co zmieniło moje życie ... były tam wszystkie ważne dla mnie wydarzenia , daty lub imiona ..
Nagle zadzwonił do mnie telefon .. Harry .. ciekawe czego chce .. postanowiłem odebrać ten ostatni raz .. usłyszeć głos mojego najlepszego przyjaciela ..
L: Halo ..
H: Stary , gdzie jesteś ?!
L: To już nie ważne ... Powiedz Marchewce , że ją kocham ..
Rozłączyłem się .. po co to ciągnąć . Wyciągnąłem jedną żyletkę .. patrzyłem na nią i nie mogłem się zdecydować czy już to zrobić .. bałem się ... nagle usłyszałem dźwięk smsa
*Harry
Cieszę się , ale ja tego nie przekaże .. przepraszam Sam jej to przekaż .. wybudziła się : )) xx'
***z perspektywy Marry***
Stałam po drugiej stronie barierki , gdy nagle usłyszałam krzyk . Popatrzyłam na biegnącą ku mnie osobę .. byłam pewna , że to Sylwia i chce mi przeszkodzić ..
Kiedy puściłam się jedną ręką , ktoś mnie za nią złapał ..
-Nie rób tego ... - ktoś szepnął .
-Marchewa !!! Jezuu jak ja się o Ciebie martwiłam ..- przytuliłam przyjaciółkę .
-Mogłabyś wyjść zza tej barierki , bo dziwnie się czuję , kiedy rozmawiam z Tobą na krawędzi mostu ..
O tak to była moja Marchewa ... <3
________________________________________________________________________
Hejka !!
I wszystko się ułożyło xd
Mam nadzieję , że się podoba :))
Spróbuje napisać kolejny , ale nie obiecuję :3
Pozdrowionka <3
Podoba się = komentarz
/Marchewa
BOOOOOOOOOOOOOSKI *,*
OdpowiedzUsuńdalej dalej dalej ;*
Jak ty cudoownie piszesz! *,* I dobrze że nowu nie skończyłaś w takim okropnym momencie! >_< :D
OdpowiedzUsuńPisz dalje! Koniecznie! :**
Nie mogłam się doczekać tego rozdziału!!! *,* Super! Czekam na więcej <3 Pisz dalej! ;**
OdpowiedzUsuńCzekam ;D
OdpowiedzUsuń